Nie ukrywam, że w roku 2025 zmieniłem swoje życie, głównie na dobre. Podsumowanie z punktu widzenia gamingowego, łuczniczego czy innego hobbystycznego, wynika bowiem z kilku zmian. Przeprowadziłem się do Łodzi, na swoje mieszkanie. Rozpocząłem studia na Uniwersytecie Łódzkim. Po drodze udzielałem się mniej w swojej pracy, aby znaleźć zasoby właśnie na reorganizację swojego życia. Zdarzyło mi się jedno L4 na 10 dni, od psychiatry…

Z drugiej strony, jest o czym opowiadać. Moją aktywność na Steam opisuję na samym końcu. Czas przejść do ciekawszych rzeczy „offline”.
Przygody geograficzne
Z początkiem 2025 roku, wziąłem się za konstruktywne śledzenie tego, co odwiedziłem. Prowadzę listę miejsc zaznaczonych na Google Maps (156 miejsc za rok 2025).

- Najbardziej na północ: osada Gostudz przy jeziorze Gostudno
- Najbardziej na południe: któryś z peronów Dworca Głównego PKP Poznań
- Najbardziej na zachód: las pod Klukami, niedaleko Bełchatowa
- Najbardziej na wschód: ROKiS w Radzyminie
Mnóstwo kropek w Warszawie i w Łodzi, bo z tych miast najwięcej korzystałem w mijającym roku. Poza tym, udało mi się zwiedzić pięć województw (kujawsko-pomorskie, łódzkie, mazowieckie, pomorskie, wielkopolskie). Dwukrotnie byłem w Poznaniu w odwiedzinach u swojej siostry bliźniaczki. Ponownie pojawiłem się na zjeździe rodzinnym, czyli czerwcowe pięć dni w Polnicy koło Człuchowa (te kropki to zasięg moich spacerów). Skąd ten Toruń i Włocławek? Toruń zaliczyłem 8 listopada na zawodach łuczniczych (V Fortowy Turniej Halloweenowy). Włocławek zaś to rezultat mojej całodniowej wycieczki, która była jakąś randką.
W zbiorze „Odwiedzone 2025” zaznaczam najmniejsze, jakkolwiek istotne miejsca. Od drobnostek takich jak kebaby, centra handlowe czy muzea, po lokalizacje zawodów łuczniczych czy wycieczki. Nie ukrywam, najwięcej geograficznych ekstremów to między innymi zawody łucznicze, co widać po województwie łódzkim. Liga Centralna 3D oraz jakieś małe zawody łucznicze z festynem średniowiecznym w Sieradzu.
Podróże koleją nie są mi obce, a wręcz stałyby się w 2025 moją codziennością, gdybym nie pracował zdalnie. Sprawdzam, jak daleko jestem w stanie jechać samemu (głównie koleją) na zawody łucznicze i jak na mnie to wpływa. Nie ukrywam, że z Łodzi do Sieradza jest w porządku (nawet jak potem idzie się pół godziny od dworca do Grodu Zamkowego). Ale już przy wycieczce do Torunia – jazda pociągiem, a później dwuprzesiadkowa podróż autobusowo-tramwajowa, aby dotrzeć do odpowiedniego fortu – już same emocje związane z podróżą wpłynęły na moje współzawodnictwo. Najpierw stres, czy trafi się na czas i czy żaden ze środków transportu nie zawiedzie. Później wyczekiwanie, że dopiero po 19-stej pociąg odjeżdża…
Dalej widać, że głównie zwiedzam „środkowy pas” Łodzi oraz lewobrzeżną Warszawę. Tak bywa. Z muzeów, niewiele ich było, ale przypomniałem sobie o odwiedzeniu:
- Muzeum Drukarstwa Warszawskiego
- Muzeum Tradycji Niepodległościowych (Łódź) – dwukrotnie
- Muzeum Sztuki w Łodzi MS2
No dobra, mało było tych muzeów. Ciągle odkładam choćby Muzeum Archeologiczne i Etnograficzne w Łodzi. Nadrobiłem to zwiedzaniem rozmaitych parków i terenów zielonych w Łodzi, w tym tych o znaczeniu historycznym.
Nowe Życie
Sporo kontekstu przedstawiłem w swojej niedawnej Krótkiej Autorefleksji. Tutaj skupię się na tym, co zmieniłem w swoim życiu w roku 2025.

Zdecydowanie najważniejszą moją decyzją w 2025 roku było kupno mieszkania i trwała przeprowadzka od rodziców. Od marca szukałem mieszkania; 26 czerwca oficjalnie nabyłem mieszkanie. Stara kamienica z początków XX wieku, jeszcze w łódzkim Śródmieściu. O ile jeszcze zimą 2025/26 mocno zastanawiałem się czy na pewno wybrać Łódź (czy np.: Żyrardów, Radom, albo coś trochę bliżej Warszawy), to przystępność cen oraz aspekt „większego miasta” zadecydował. Drugorzędny wpływ na decyzję miało też to, że w Łodzi jest interesujący mnie kierunek studiów, ale przecież nie kupuje się mieszkania z myślą o zaledwie 3 lub 5 latach…
Wraz z zmianą miejsca zameldowania, idą zmiany praktycznie we wszystkim pozostałym. Zmienianie klubów łuczniczych (ostatecznie jestem w KŁ Camelot, acz zaliczyłem cztery miesiące w sekcji łuczniczej KS Społem). Rzadsze odwiedzanie alpak; wciąż jeszcze nie odwiedziłem chyba jedynego aktualnego miejsca z alpakami w Łodzi i okolicach (Malinowe Alpaki, czy jak to się zwało). Wąski krąg znajomych i tak posiadam głównie w Internecie, więc na tym nie miałem jak stracić. Niemniej, z trudem idzie mi zdobywanie jakichkolwiek znajomości, kontaktów, relacji, w Łodzi. Działoby się to niezależnie od miejsca zamieszkania. Szybko poczułem się odbity od społeczności sekcji łuczniczej z Społem, mało też wkręciłem się w społeczność Camelot. Jedyny stały kontakt z którym prowadzę regularne konwersacje, to ktoś nieco starszy ode mnie ze studiów.
Niewątpliwym rozdziałem w moim życiu jest to, że w ogóle podjąłem się studiów, czyli próby zdobycia wyższego wykształcenia! Studiuję e-historię (I stopnia) na Uniwersytecie Łódzkim, niestacjonarnie. Semestr, czyli pięć zjazdów i cztery tematy do przerobienia na platformie zdalnego kształcenia. Trochę pracy „domowej” (ćwiczenia do przesłania, aktywności forumowej jako opracowania tematów, etc.) jest. Poza egzaminem ustnym z historii starożytnej, będę zdawać pierwszy semestr poprzez prace zaliczeniowe. Trochę wyzwania, ale to wyzwanie dla mnie głównie jako „weź się za coś, napisz i wyślij”. Nie ukrywam, że musiałem niczym w harmonogramie ustawiać sobie, kiedy zrobić daną czynność ze studiami, aby się w ogóle wyrabiać. Samodyscyplina. Ale jakoś sobie radzę. Przede wszystkim, polubiłem zjazdy oraz to, co na nich się dzieje, co się z nich uczę. Czuję, że jest to doświadczenie warte doświadczania.
Dlaczego rozpocząłem studia dopiero w wieku 34 lat? Nic dziwnego dla kogoś po lekturze „Krótkiej autorefleksji”, ale dodam jeszcze coś. Od zawsze bałem się, że nie dam rady – na poziomie „pracy wykonanej poza zajęciami” oraz poziomu administracyjno-organizacyjnym – dotrzeć do pozytywnego końca studiów. Chociażby odpadłem w drugim semestrze szkoły na technika realizacji dźwięku (rok 2012), z własnej winy. Miałem pewne problemy z pracami na zaliczenie w szkole policealnej na technika archiwistę. Słomiany zapał do licznych, mniejszych przedsięwzięć przez całe życie. Towarzyszyło mi poczucie, że te parę lat najzwyczajniej zmarnuję przez swoje niezdyscyplinowanie…
Łucznictwo
O łucznictwie na Twierdzy Powszechnej niewiele napisałem. W sumie byłoby o czym: zorientowałem się, że niewiele wspominałem o zmianie łuku. Przede wszystkim jednak, zaakceptowałem to, że już od dłuższego czasu osiągnąłem swój pułap kompetencji sportowych (łucznik-strzelec). Lepszym łucznikiem chyba już nigdy nie będę. „Chyba”, bo od początku grudnia znów zmieniłem coś w technice strzelania. Taki umiarkowany krok w tył, aby w przyszłości zrobić 2-3 kroki do przodu. Dla laików: zmieniłem sposób celowania oraz podejście do fazy ekspansji (naciągania łuku do samego końca), aby wyeliminować odruchowe wypuszczanie strzały. Zmusić się do tego, aby zawsze w pełni dociągać i próbować trafiać w punkt kotwiczenia. Czy to wyjdzie? Odwrotu nie ma, bo jedyna alternatywa to stanie w miejscu i udawanie, że się rozwijam łuczniczo…
Główną tegoroczną zmianą jest jednak przerzucenie się na strzały drewniane. Idzie za tym zmiana kategorii w kręgach polskiego łucznictwa terenowego (z „TR-HU” na „TR”). Strzała drewniana nie jest jednorodna, plus mniej wybacza błędy techniczne (acz jeszcze mniej błędów wybacza brak półki/wcięcia na majdanie przekraczającego oś cięciwy). Decyzja podyktowana była tym, że mój obecny łuk i tak nie ma półki, więc strzelając z karbonowych strzał rywalizowałbym z całą plejadą „łuków hunterów”, czyli z ludźmi o wiele precyzyjniejszym sprzęcie.
Garść statystyk (stan na 27.12.2025):
- Łącznie wystrzeliłem około 20887 strzał w 2025 roku
- Spędziłem 236,42 h na hobby, w tym 179,42 h na samych treningach (reszta to zawody oraz imprezy łucznicze). Daje to średnią 14,95 h trenowania w miesiącu (plus średnio 4.75 godziny na rywalizację w miesiącu, czyli co najmniej jakby jeden turniej na miesiąc).
- Myślałem, że średnia trenowania w miesiącu wzrośnie, ale choćby w lipcu i sierpniu trenowałem raptem odpowiednio 11 godzin i 10 godzin. Grudzień wypadł podobnie.
- Uczestniczyłem w 12 turniejach (field 3D, field 2D, halowe 2D).
- Na imprezie łuczniczej wywalczyłem 2. miejsce.
- Nominalnie, jestem na 6. miejscu po Halowych Mistrzostwach Mazowsza 2025.
- Udało mi się po raz pierwszy wejść na podium zawodów trochę większych niż ranga „zwykłej imprezy prywatnej”. 3. miejsce w drugiej rundzie IV Centralnej Ligi 3D
- Drewniane strzały o wiele szybciej się „żużywa”. Z kompletu testowego (19 strzał) straciłem dziewięć. Z obecnego kompletu (24 strzały, nieco lepsze) straciłem już trzy strzały, zaś czwartą muszę „uratować” (usunąć pękniętą nasadkę i nakleić nową). 13 straconych strzał drewnianych to wyłącznie rezultat od marca ’25! Dla porównania, wciąż używam starego (z sierpnia 2024) zestawu strzał karbonowych i gdyby nie pechowy wrzesień, to miałbym trochę tych strzał. Albowiem we wrześniu ’25 straciłem aż trzy karbonowe strzały!
Celem na rok 2026 jest dojść do poprzedniej formy (ze zmienioną techniką strzelania) i przede wszystkim dalej uczestniczyć w rozmaitych zawodach łuczniczych. Aspiracje i ambicje przyjdą, jeśli okaże się, że strzelam nieco lepiej niż kiedykolwiek. Powiem wprost: większe mam ambicje związane ze swoją edukacją (studia e-historii, nauki języków). W pracy również dali mi ciekawe cele na rok 2026, z którego to mogę czegoś się nauczyć…
Alpaki
Alpak nie odwiedzałem za często (chyba tylko dwukrotnie: marzec i sierpień?), ale trochę zdjęć wykonałem.
Video Gaming




Z innych gier niż FM2024, Civ4 oraz CK 3, najwięcej czasu spędziłem w Distant Worlds 2 oraz Wartales. Jestem trochę zaskoczony ostatnim tytułem na 5. miejscu. Owszem, trochę w niego grałem, lecz wyłącznie w marcu. Chyba o te zaledwie parę godzin musiał wygrać z Going Medieval czy The Sims 4 chociażby. Natomiast DW 2 to wersja „o wiele bardziej złożone Stellaris”, czyli nic dziwnego z tym rezultatem na 4. miejscu Dla porównania, Stellaris miało ledwo 1% mojego udziału w gamingu…
Przechodzenie sejwa „journeyman, prawie znikoma reputacja i umiejętności trenerskie” w Football Managerze musiało mi trochę zająć (15 lat in-game, od 4. ligi niemieckiej [Fußball-Regionalliga] do Ajaxu Amsterdam). Ewidentnie polubiłem w 2025 roku budowanie swojego poletka, o różnej skali.

W nowszą odsłonę Card Survival (Fantasy Forest) także grałem, ale zdecydowanie krócej. Nie miałem cierpliwości dotrzeć aż do zimy w grze…
Kupiłem więcej gier niż mi się wydawało. Starałem się od sierpnia – przeprowadzki – oszczędzać i kupować maksymalnie około jednej gry w miesiącu (i wymieniać punkty lojalnościowe w pracy na karty podarunkowe Steam). Z drugiej strony, w The Sims 4 gram nie od 2025 roku; po prostu w tym roku odpaliłem je na Steamie.
Trivia z życia
- Od 1 sierpnia 2025 (przeprowadzka) schudłem co najmniej 10 kg. Piszę to, bo pamiętam w podsumowaniu za rok 2024, że wtedy wziąłem to sobie za ambicję. Niestety, nim przeprowadziłem się, połowę tego co wtedy schudłem (12 kg, czyli +6 kg) zdążyłem przytyć. OK, około 16 kilogramów (12+6) zrzucone od sierpnia 2024 to też sukces. Mimo wszystko, muszę uważać, by przez najbliższe 6 miesięcy nie mieć podobnego efektu jojo…
- Odkryłem takie wynalazki jak airfryer czy saturator (w nowoczesnej obudowie). Dzięki temu pierwszemu mam praktyczniejsze AGD od mikrofalówki. Saturator zaś pozwoli mi sporo zaoszczędzić na napojach gazowanych. Mówię jak o najbliższej przyszłości, gdyż w chwili publikacji tekstu mam go zaledwie piąty tydzień.
- Jak widać na jednym ze zdjęć, po raz pierwszy w życiu oglądałem mecz piłki nożnej ze stadionu. Gdzieś wczesną jesienią, stadion ŁKS Łódź, mecz 1. ligowy (druga klasa rozgrywkowa w Polsce). Sam mecz zakończył się z 2:2 z opcją dramatyczną na 3:2 w końcówce dla gospodarzy. Natomiast było to dla mnie przeżycie zarówno sonicznie (siedziałem prawie na samym dole, mając nad sobą szalikowców, a po lewej trybunie – ultrasów), jak i kulturowe.



